Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty

Jak w głupi sposób nie stracić pieniędzy na ubezpieczeniu podróży?

Robi się coraz cieplej, okres wakacyjny zbliża się wielkimi krokami i część z Was zapewne zabrała się za planowanie urlopów. Jeśli organizujecie wyjazd na własną rękę, dobrym pomysłem jest wykupienie ubezpieczenia podróży, które pokryje koszty ew. problemów, gdyby (odpukać) takie wystąpiły podczas Waszego wypoczynku. Chodzi tu przede wszystkim o koszty leczenia, gdybyście np. podczas nurkowania zranili się o rafę koralową lub mieli kraksę na wypożyczonym rowerze. 

Oczywiście nie ma co zakładać negatywnych scenariuszy. Podczas naszych wyjazdów tylko jeden raz skorzystaliśmy z ubezpieczenia i było to po wypadku na motocyklu w Wietnamie. Poza tym odosobnionym przypadkiem na szczęście nic przykrego więcej nas nie spotkało. Niemniej jednak, strzeżonego Pan Bóg strzeże i z tego powodu wykupujemy stosowną polisę przed każdym naszym wyjazdem. 

Ładna fotka z Wietnamu dla zasięgów

O ile kupno zwykłego ubezpieczenia turystycznego jest dość proste i szybkie, to istnieje inny rodzaj polisy, który bardzo się przydaje, a którego zakup może sprawić kłopoty. Chodzi mi o ubezpieczenie kosztów rezygnacji lub przerwania podróży

Ponieważ nasze ostatnie wycieczki odbywaliśmy głównie w okresach wyższej zachorowalności na grypę i COVID, zależało nam na zabezpieczeniu się przed sytuacją, w której ewentualna choroba zmusiłaby nas do pozostania w domu, co skutkowałoby utratą już poniesionych kosztów rezerwacji biletów

Ubezpieczenie pokrywa zwykle również sytuacje, w których musicie odwołać wakacje z powodu choroby bliskiej osoby, nagłej utraty pracy albo zmiany pracy na taką, która w momencie pierwotnie zaplanowanej podróży wymaga Waszej obecności w innym miejscu. Scenariuszy jest kilka i niektóre brzmią dość abstrakcyjnie, ale życie płata różne figle i może się okazać, że w przypadku problemów wydanie dodatkowej stówki może uratować Wasze kilka tysięcy wydane na bilety.

Tyle tytułem przydługiego wstępu. Chciałbym się teraz podzielić z Wami opowieścią o tym, jak szukałem dla nas odpowiedniego ubezpieczenia przed wyjazdem na Seszele i co możecie zrobić, by uniknąć podobnych przygód. Ponieważ kupowaliśmy bilety lotnicze na dłuższą trasę, stosowaliśmy zasadę "najpierw bilety, potem planowanie". Lot rezerwowaliśmy z prawie półrocznym wyprzedzeniem, więc nie spieszyło nam się z załatwianiem auta, noclegów i innych formalności. Ten błąd kosztował nas potem trochę nerwów.

Gdy po jakichś dwóch miesiącach zacząłem przeglądać oferty ubezpieczycieli, okazało się, że... nie możemy skorzystać z żadnej dostępnej polisy. We wszystkich OWU, które przeglądałem, znajdował się zapis, według którego polisę można kupić wyłącznie w okresie 10-14 dni od zabukowania wycieczki lub biletu. Przyznam się szczerze, że byłem wściekły w tamtym momencie. Jestem dość ostrożnym człowiekiem, czytam wszystko zapisane drobnym drukiem i staram się przewidywać różne sytuacje (co czasami wystawia cierpliwość Śliwki na ciężką próbę), ale takiego obrotu spraw się kompletnie nie spodziewałem. 

Jedynym pocieszeniem pozostała myśl, że gdybym nie przeczytał dokładnie wszystkich dokumentów i kupił ubezpieczenie w ciemno, żylibyśmy w błogiej nieświadomości, posiadając nieważną polisę. W przypadku konieczności odwołania wycieczki stracilibyśmy sporo pieniędzy i szok byłby jeszcze większy.

Jeśli więc planujecie wakacje, macie już zabukowany konkretny termin i chcecie spać spokojnie, kupcie ubezpieczenie od rezygnacji z podróży jak najszybciej.

Co zrobić, jeśli przespaliście odpowiedni termin, tak jak ja? Na szczęście po przewertowaniu kilkuset stron różnych OWU udało mi się znaleźć jedyną ofertę, w której nie było okresu karencji dotyczącej zakupu ubezpieczenia. Pochodziła ona z najmniej spodziewanego przeze mnie miejsca: aplikacji Revolut

Revolut kojarzył mi się głównie ze swoją wielowalutową kartą i korzystnymi przelicznikami wymiany walut, które przydają się podczas pobytu za granicą. Okazało się, że w swojej ofercie mają również ubezpieczenie turystyczne, które obejmuje zwrot kosztów rezygnacji z podróży. Aby zostać objętym ubezpieczeniem, należy w aplikacji Revolut wykupić Plan Premium, który kosztuje 30 zł za miesiąc. Dla porównania, podstawowe ubezpieczenie 2-tygodniowej wycieczki na Seszele w TU Ergo kosztuje 264 zł. Uniqa za swój podstawowy pakiet bierze 180 zł. Jak widać, pod względem kosztów Revolut bije więc tradycyjnych ubezpieczycieli na głowę

Czy jest coś, na co trzeba uważać? W wielkim skrócie: jeśli już będziecie zmuszeni odwołać swoją podróż, na wszystko miejcie papiery. Jeśli rezygnacja będzie spowodowana chorobą, koniecznie zdobądźcie na piśmie potwierdzenie, że podróż została odradzona przez lekarza. Trzymajcie również wszystkie potwierdzania kosztów poniesionych w związku z wyjazdem. Ubezpieczenie nie będzie też obowiązywało, jeśli odwiedzicie kraj, do którego wyjazd odradza Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Poza tym, pozostałe warunki były proste i przejrzyste. 

Piszę w czasie przeszłym, bowiem Revolut Premium kupowałem w okolicach lipca 2022 i nie mogę ręczyć za to, że obecnie te zapisy są takie same. Mówię to też, żeby zachęcić Was do każdorazowego dokładnego przeczytania warunków umowy, którą macie podpisać. Owszem, wymaga to poświęcenia czasu, ale jak widać na naszym przykładzie, oszczędziło nam to bardzo kosztownej wpadki.


Eksperyment: jak przeżyć miesiąc za (pół)darmo?

Ponieważ od kilku miesięcy kupujemy ze Śliwką głównie produkty w promocjach, nasza zamrażarka stopniowo zaczęła się zapełniać. Pamiętając poprzednie podwyżki cen na przełomie 2021 i 2022 roku, tym razem postanowiliśmy wykorzystać naszą rutynę oszczędzania i przygotować się na nadejście kolejnych podwyżek w styczniu 2023 r. 

Plan był prosty:

  • Przed nadejściem nowego roku jak najczęściej kupujemy rzeczy w promocjach typu "2 + 1 gratis"
  • Nadmiarowe produkty wsadzamy do zamrażarki, gromadząc powoli zapasy
  • W styczniu ograniczamy zakupy w sklepach do koniecznego minimum.

Istnieje kilka zalet takiego podejścia:

  • Opóźniamy szok cenowy po kolejnych podwyżkach. Zakupy w wyższych cenach będziemy zmuszeni robić dopiero od lutego. 
  • Oszczędzamy czas na zakupach. Przed eksperymentem chodziliśmy do sklepu 5-6 razy w tygodniu. 
  • Oszczędzamy pieniądze. Nie tylko wcześniej dostawaliśmy dodatkowe produkty za (pół)darmo, ale i pozostałe kupowaliśmy nadal po niższych cenach.

W swoich zapasach mieliśmy więc duże ilości półproduktów sypkich (ryż, kasza, makarony), mrożonego nabiału (głównie serów) oraz produktów wegetariańskich (hummusy, kabanosy, wege klopsiki). Do tego dochodziły dania gotowe kupione w sklepach (pierogi, polędwiczki z kurczaka) oraz pudełka, w których trzymaliśmy dodatkowe porcje zrobionych przez nas wcześniej obiadów. Jadłospis był na tyle urozmaicony, że każdego dnia mogliśmy wybrać inne danie. Wystarczyło je szybko przygotować z dostępnych składników lub tylko odgrzać w mikrofali. 

Jednym z założeń było to, że na czas eksperymentu przestajemy robić zakupy na promocjach i odwiedzamy sklep tylko w stanie wyższej konieczności. Czym była owa "wyższa konieczność"? Któregoś dnia po rozpoczęciu naszego wyzwania zauważyłem, że skończył nam się… papier toaletowy. Dawno nie sprawdzałem, ile nam go zostało i ostatecznie niemile się rozczarowałem. Kilka razy uzupełniliśmy też w markecie nasze zasoby świeżych owoców i warzyw. Przy odpowiednim planowaniu dałoby się zaopatrzyć w nie wcześniej, ale przyznam, że zapomniałem o tym temacie. Na pewno jest to ważna lekcja na kolejną edycję.

Spójrzmy teraz na liczby. Chciałbym porównać nasze styczniowe wyniki do października i grudnia 2022. Skąd taki dobór miesięcy? Z racji nadchodzących świąt, grudzień jest miesiącem zakupowym, więc wydane kwoty są naturalnie wyższe. Ponieważ w listopadzie nie było nas w kraju przez ponad tydzień, dane z tego miesiąca byłyby niemiarodajne, więc naturalny wybór padł na październik, w którym konsumencko u nas niewiele się dzieje.

Porównajmy:

  • W grudniu 2022 byliśmy w sklepach 22 razy (liczę to jako dni, w których coś kupowaliśmy) i wydaliśmy 1866,11 zł.
  • W listopadzie 2022 byliśmy w sklepach 22 razy i wydaliśmy 1250,64 zł.
  • Jak widać, zakupy robiliśmy bardzo często, różniła się tylko liczba produktów, które kupowaliśmy podczas wizyty w sklepie. Możemy więc przyjąć, że średnio w miesiącu na zakupy chodziliśmy 22 razy i wydawaliśmy 1558,38 zł.
  • Dla porównania, w styczniu 2023 byliśmy w sklepach 7 razy i wydaliśmy 437,13 zł.

Jak widać, udało nam się zredukować wizyty w sklepie i całkiem sporo oszczędziliśmy. Muszę jednak przyznać, że nie jestem do końca zadowolony z efektów końcowych tego eksperymentu, bowiem oczekiwałem większych oszczędności. Jednak tak jak wspomniałem, część zakupów była spowodowana brakiem w domu kilku podstawowych produktów i jest to ważny punkt do poprawy przy następnym podejściu. Kilka razy odwiedziliśmy sklep ze względu na atrakcyjną promocję - ciężko się oprzeć, gdy Biedronka podsuwa Ci drugie tofu za darmo. Uważam to też za cenny wniosek: mimo dość restrykcyjnego podejścia do zakupów nadal łatwo nam ulec niektórym pokusom. 

Co uważam za największą zaletę tego eksperymentu? Muszę przyznać, że przede wszystkim oszczędność czasu. Myśl o większej ilości pieniędzy zostających w portfelu jest dla mnie miła, ale największą radość przez ten miesiąc sprawiła mi świadomość, że nie muszę co 2 dni wymyślać obiadu ani ślęczeć w kuchni. Wystarczy tylko wyciągnąć z zamrażarki pudełko z obiadem i je ugrzać.

Po pierwszej edycji naszego doświadczenia zdecydowanie stwierdzam, że warto go robić częściej. Co chcę zmienić z kolejnym podejściem?

  • Gotować jeszcze większe porcje posiłków i mrozić nadmiar. Zdecydowanie jest to łatwiejsze, niż obmyślanie wielu dań. Warto jednak znaleźć w tym planowaniu umiar, by nie popaść w monotonię.
  • Ograniczyć gotowanie do 1 dnia w tygodniu. Przygotować obiady na miesiąc w jeden dzień? Brzmi karkołomnie, ale chętnie sprawdzę, czy to możliwe. Z pewnością opiszę swoje wrażenia na blogu.
  • Kupić zapas świeżych owoców, warzyw i nabiału. Na pewno warto zgromadzić większe ilości marchwi i jabłek, ponieważ mogą długo leżakować. Jogurty, jajka i mleko spokojnie wytrzymają w lodówce pół miesiąca. 

W skrócie

Jak przeżyć miesiąc za (pół)darmo?

• Kupuj swoje ulubione produkty w promocjach "2+1". Masz wtedy pewność, że je wykorzystasz.

• Jeśli masz możliwość długiego przechowania zakupów, zrób ich jak najwięcej.

• Pamiętaj o zrobieniu zapasów świeżych owoców i warzyw.

• Nie kupuj na zapas samego jedzenia, pamiętaj też o chemii gospodarczej

Pytania i odpowiedzi

Czy łatwo jest dostać rzeczy w promocjach typu "2+1"?
To zależy od produktu. Część z nich często przewija się w ofertach sklepów, np. sery w plastrach, tofu, jogurty. Niektóre (np. napoje gazowane lub dania gotowe) dostać trudniej. Jeśli zauważysz promocję, która Cię interesuje, masz miejsce w zamrażarce i wiesz, że prędzej czy później zużyjesz dany produkt, kup go duże ilości. Jeśli np. lubię przekąsić sobie kabanosy i widzę atrakcyjną promocję, kupuję od razu 10 opakowań i je mrożę. Część sklepów może wprowadzać limit na szczególnie popularne wyroby, dlatego warto przeczytać w gazetce lub na cenówce informacje zapisane drobnym drukiem. Nawet jeśli obecnie nie widzisz swojego produktu w wyjątkowo atrakcyjnej promocji, może i tak warto go kupić, jeśli jest tańszy? Moim zdaniem -50% na drugiej rzeczy również jest opłacalne.

Mam dużą rodzinę, jak ja mam to wszystko zmieścić do moich 3 szuflad w zamrażarce?
Kup drugą. Nie, nie żartuję. Pełnowymiarowa zamrażarka szufladowa kosztuje ok. 2000 zł i według uśrednionych danych za 2022 rok, zużywa prąd o równowartości ok. 210 zł (wyższe klasy energetyczne będą tańsze w utrzymaniu). Na samych promocjach zaoszczędzisz w ciągu roku ok. 2400 zł. Są to wyliczenia dla dwóch osób, więc jeśli masz dzieci, zyskasz jeszcze więcej. Inwestycja zwróci się więc w mniej niż 12 miesięcy.   

A czy Ty robisz zapasy swoich ulubionych produktów? Masz taki, który możesz polecić? Daj znać w komentarzu!


Jak zarobić ponad 1000 zł rocznie w promocjach bankowych?

Przez niemal całe dorosłe życie korzystałem tylko z jednego banku. Jeszcze podczas studiów założyłem rachunek w tej samej placówce, z której przez lata korzystał mój ojciec. Dopiero nieco ponad rok temu zauważyłem, że instytucje finansowe nie premiują lojalności: dla banków liczy się przede wszystkim powiększanie bazy klientów. Niby to nic nowego, bo podobne podejście znamy chociażby wśród dostawców internetu lub telefonii komórkowej, ale w przypadku banków doprowadziło mnie to do ciekawego odkrycia. Na rynku usług finansowych zdecydowanie opłaca się skakać z kwiatka na kwiatek.

Dlaczego warto często zmieniać bank?

  • Oferty dla nowych klientów zawsze mają atrakcyjniejsze warunki, np. w postaci wyższego oprocentowania depozytów.
  • Banki dosłownie rozdają pieniądze nowym klientom.

Spójrzmy na kilka przykładowych promocji: 

Oczywiście jestem świadom, że żaden bank nie jest na tyle dobroduszny, by bezinteresownie pakować ludziom pieniądze do kieszeni. Co więc zyska bank, jeśli założę u nich konto?

  • Moje dane osobowe.
  • Moje pieniądze, na których obrocie zarobią.

Czy przeszkadza mi ta świadomość? Niekoniecznie. Ponieważ instytucje finansowe są zobowiązane do zachowania tajemnicy bankowej, powierzenie im danych uwiera mnie dużo mniej, niż gdybym miał zrobić to samo np. z operatorem telefonii komórkowej. Poza tym, mam pewien prosty sposób na uniknięcie marketingowego spamu. Opowiem Wam o nim pod koniec wpisu.

Drugi powód uwiera mnie jeszcze mniej. Banki żyją z tego, że obracają kapitałem swoich klientów. Robi tak bank, w którym konto mam obecnie, zrobi tak bank, w którym konto dopiero założę. Skoro nie widać różnicy, to czemu nie skorzystać z okazji na dodatkowy pieniądz?

Według danych z września 2022 roku, na polskim rynku działa 30 banków komercyjnych. Niemal każdy z nich przynajmniej raz na kwartał wypuszcza reklamę mającą zachęcić potencjalnych klientów do skorzystania z ich usług. W najlepszych promocjach można zyskać nawet kilkaset złotych premii. Gdy weźmiemy udział w kilku z nich na raz, suma nagród robi się już imponująca. Ile można zarobić? Omówię to na swoim przykładzie.

W 2022 roku skorzystałem z promocji czterech banków: Alior, mBank, Santander i Pekao. Za aktywne korzystanie z ich kont (regularne wpływy, płatności kartą i Blikiem) nagrody wynosiły odpowiednio 300, 450, 400 i 250 złotych. Razem daje to 1400 złotych dodatkowego zarobku rocznie. Za te pieniądze można kupić 2-dniowy bilet dla siebie i dwójki dzieci w Energylandii. I zostaje jeszcze na przekąski. 

Jak znaleźć atrakcyjną promocję?

Ponieważ w internecie są dedykowane tej tematyce miejsca, nie będę się o tym mocno rozpisywał. Osobiście korzystam z tej strony: https://www.najlepszekonto.pl/promocje-bankowe. Przejrzenie najnowszych promocji zajmuje 30 sekund, więc jest to część mojej porannej prasówki przy herbacie. 

Co sprawia, że dana promocja jest atrakcyjna? Moim zdaniem dobra oferta:

  • Umożliwia założenie konta na odległość. Sam ani razu nie odwiedziłem placówki żadnego z powyższych banków. W każdym z nich rejestracji dokonywałem przez internet.
  • Nie wymaga przelewania na dany rachunek wynagrodzenia. Chcę uniknąć ciągłego zmieniania swoich danych u pracodawcy.
  • Ma proste zasady uniknięcia opłat. Niektóre banki będą prowadziły Twoje konto za darmo, jeśli np. wykonasz 3 transakcje Blikiem w miesiącu. Ktoś, kto nie korzysta z tego rozwiązania, będzie zmuszony zapłacić co najmniej kilka złotych.

Przyjrzyjmy się bliżej przykładowej promocji: https://www.najlepszekonto.pl/100-zl-z-kontem-konto-jakie-chce-santander-bank-polska-edycja-3. Oto, co można zyskać:

Jak widać, oprócz przelewu na konto, do zgarnięcia są również inne korzyści w postaci kart podarunkowych czy biletów do kina. Częstą premią są też zwroty za płatności (najczęściej rachunki). Jeśli jednak interesują Cię głównie nagrody w postaci gotówki, bez problemu znajdziesz odpowiednią promocję dla siebie.

Jakie warunki trzeba spełnić w przypadku tej promocji?:

  • Złożyć przez internet wniosek o konto, kartę i dostęp do bankowości elektronicznej
  • Wyrazić zgodę marketingową na kontakt ze strony banku
  • W każdym z 5 kolejnych miesięcy:
    • Zapewnić wpływy min. 1000 zł na konto
    • Zalogować się raz do aplikacji mobilnej
    • Wykonać min. 3 przelewy Blik na telefon
    • Wykonać min. 1 transakcję kartą 

Na pierwszy rzut oka wydaje się tego dużo, choć tak naprawdę są to bardzo łatwe warunki do spełnienia. Pokażę Wam, jak zrobić to wszystko w jeden dzień, zapominając o dodatkowym koncie przez resztę miesiąca. Wszystkie podkreślenia w kolejnym akapicie dotyczą wypełnienia warunków promocji.

Gdy dostaję pensję na konto w moim macierzystym banku, od razu wysyłam 1000 zł na konto promocyjne. Po otrzymaniu przelewu, loguję się tam w aplikacji mobilnej i przelewam Blikiem część kwoty z powrotem na konto macierzyste. Rozbijam to oczywiście na 3 transakcje. Następnie kartę powiązaną z kontem promocyjnym wkładam do pierwszej przegródki w portfelu, dzięki czemu przy najbliższych zakupach to właśnie tą kartą zapłacę

Jak widać, jest to dość prosty proces, który w miesiącu zajmuje raptem kilka minut. Jeśli zdecydujesz się wziąć udział w kilku promocjach na raz, polecam spisać sobie warunki każdej z nich w jednym miejscu i na bieżąco zaznaczać te już wypełnione. U mnie wygląda to tak:

Mam więc przygotowany prosty arkusz kalkulacyjny, w którym wpisuję nazwę banku, odnośnik do promocji, szczegóły nagrody oraz warunki, które muszę spełnić każdego miesiąca. Przyznam szczerze, że zaznaczanie kolejnych rubryczek na zielono sprawia mi jakąś dziką satysfakcję ;)

W skrócie

Jak łatwo zarobić na promocjach bankowych?

  • Na bieżąco śledź nowe oferty. Korzystaj z dedykowanych temu celowi stron (np. https://www.najlepszekonto.pl/promocje-bankowe)
  • Określ, jaka oferta będzie dla Ciebie atrakcyjna. Jeśli nie interesują Cię premie w postaci bonów lub cashbacku, znajdź promocję, która w nagrodę daje tylko gotówkę.
  • Prześledź warunki promocji i ułóż proces, który pozwoli Ci spełnić jak najwięcej wymagań za jednym zamachem. 
  • Gdy bierzesz udział w kilku promocjach, zapisz sobie wszystkie potrzebne informacje w jednym miejscu. Zapisuj na bieżąco swoje postępy.

Pytania i odpowiedzi

Czy jest sens narażać się na marketingowy spam, podając swój numer telefonu w każdym banku?
Nie ma, dlatego w każdym przypadku podaję numer, z którego nie korzystam na co dzień. Bank nie musi wiedzieć, że ten telefon akurat leży w szufladzie ;) Jeśli nie masz drugiego numeru telefonu, kup kartę prepaid. Ceny starterów zaczynają się od 5 zł, a dają możliwość odbierania połączeń przez rok.

Co się stanie, jeśli nie dotrzymam warunków promocji?
To zależy od jej warunków. W większości przypadków nie otrzymasz premii przewidzianej na dany miesiąc. Jeśli w następnym znów będziesz spełniać wszystkie warunki, kolejną nagrodę otrzymasz normalnie. Aby mieć absolutną pewność, przestudiuj dokładnie dokumenty dołączone do oferty.

Załóżmy, że skorzystam z kilku promocji na raz. Co potem robić z kilkoma kontami w bankach?
Jeśli oferta danego banku jest dla mnie atrakcyjna nawet po zakończeniu promocji, to nadal aktywnie korzystam z ich usług. W innym przypadku - likwiduję konto. U mnie za każdym razem proces łatwo przebiegał przez internet.
Jeśli pozostaniesz klientem banku po odebraniu wszystkich premii, upewnij się, że nie poniesiesz kosztów korzystając z produktów w trybie "podstawowym". Karta do konta, która w okresie obowiązywania promocji była darmowa, może teraz kosztować 5 zł.

Zdarzyło Ci się skorzystać z bankowych promocji? Daj znać w komentarzach!


Jak oszczędzać na codziennych zakupach ponad 200 zł miesięcznie?


Domowymi finansami zacząłem się interesować na początku 2022 roku, gdy zauważyłem pierwszą falę podwyżek cen produktów w sklepach. Pewnego dnia w jednym z dyskontów postanowiłem kupić sobie gotową azjatycką potrawę, którą lubiłem jeść od czasu do czasu i srogo się zdziwiłem, gdy zamiast zwyczajowych 10 zł musiałem na kasie zapłacić 13 zł (w styczniu 2023 ten sam produkt kosztuje już 17 zł…). 

Pierwsze próby

Od tamtego momentu uważniej przyglądałem się cenom w sklepach oraz naszym wydatkom. By lepiej kontrolować koszty, wprowadziliśmy do naszego życia kilka nowych nawyków. Paragony, które otrzymywaliśmy w sklepach, zaczęliśmy skrupulatnie odkładać do dedykowanej szuflady. Następnie, pod koniec każdego miesiąca, spisywałem wszystkie wydatki w jednym pliku Excelowym.

Gotowy plik możecie pobrać stąd: https://subiektywnieofinansach.pl/domowy-budzet-sie-nie-spina-pomagam-gromadzic-oszczednosci/. Na tej samej stronie znajdziecie również instrukcję korzystania z arkusza.   

Zobaczcie, jak to wyglądało w naszym przypadku (nie przejmujcie się niepoprawną datą, nie chciało mi się jej zmieniać):


Jak widać, na codzienne zakupy przeznaczyliśmy ok. 1300 zł miesięcznie na naszą dwójkę, co daje 650 zł za osobę. Podobne zestawienia prowadziłem przez kilka kolejnych miesięcy. W zależności od miesiąca, na produkty spożywcze i chemię gospodarczą przeznaczaliśmy od 1000 do 1500 zł (500 do 750 zł na osobę). 

Nowa strategia

Z czasem jednak zbieranie góry paragonów zaczęło być męczące, zaś cel został osiągnięty: wiedzieliśmy już lepiej, na co i ile wydajemy pieniędzy. W 2022 ceny w sklepach stopniowo rosły z każdym miesiącem i postanowiłem opracować dla nas nowy sposób robienia zakupów, który nazwałem Optymalizacją Zakupową.

Jakie są założenia tego procesu?:
  • Robimy zakupy w sklepach bez dokładnego liczenia każdego grosza.
  • Kupujemy te same produkty, które kupowaliśmy zawsze: nie rezygnujemy z czegoś w ramach oszczędności.

Oszczędzanie bez wyrzeczeń

Jak można zaoszczędzić pieniądze, nie odmawiając sobie czegoś? Z pozoru zadanie wydaje się karkołomne, ale i na to znaleźliśmy rozwiązanie: zaczęliśmy kupować rzeczy w promocjach. Wcześniej nie przeglądaliśmy gazetek okolicznych marketów, tymczasem dzięki nim zaczęliśmy oszczędzać naprawdę niezłe sumki. O jakich kwotach mówię? Z wyliczeń dla ostatnich kilku miesięcy ustaliłem, że dzięki dobrze zaplanowanym wycieczkom do sklepu miesięcznie oszczędzaliśmy do 18% na zakupie tych samych produktów. Przy wydatkach na poziomie 1000 zł daje to 180 zł oszczędności. Przy wydatkach 1500 zł daje to 270 zł oszczędności. 

Pójdźmy jeszcze dalej i policzmy, ile zaoszczędzimy w skali roku. Liczyłem to na podstawie wydatków dwóch osób, więc większe rodziny (które naturalnie będą miały większe wydatki), zaoszczędzą jeszcze więcej. Przyjmijmy, że na miesiąc oszczędzamy tytułowe 200 zł. Na rok w naszej kieszeni zostaje 2400 zł. Mniej więcej tyle wydacie obecnie za kilkudniową wycieczkę do Rzymu dla dwóch osób - za darmo dostajecie więc krótkie wakacje! Gra jest zdecydowanie warta świeczki.

Szczegóły strategii

Jak więc działa nasza Optymalizacja Zakupowa? Posłużę się tutaj przykładem dla sklepów Lidla i Biedronki, ponieważ w nich najczęściej robimy zakupy. Nowe gazetki dla tych sklepów pojawiają się najczęściej w każdy poniedziałek i czwartek. Przed spacerem do marketu przeglądamy więc gazetki i na ich podstawie komponujemy listę zakupów. Gdy w promocji pojawi się produkt, z którego korzystamy na co dzień, dodajemy go do listy. 

Przykład: często gotujemy potrawy z tofu. W gazetkach obu sklepów co jakiś czas pojawia się promocja w stylu "kup 2 i otrzymaj 1 gratis" (do skorzystania z niektórych potrzebna jest aplikacja sklepu, ale rejestracja jest bardzo prosta). Ponieważ ten produkt dość szybko u nas "schodzi", kupujemy go od razu więcej. W takim wypadku coś, co bez planowania zakupów i tak bylibyśmy zmuszeni kupić za kilka dni, dostajemy za darmo


Takie rabaty nie są rzadkością

W ten sposób kupujemy mnóstwo rzeczy: masło, szynkę, sery, mleko roślinne… Wierzcie lub nie, ale tego ostatniego mieliśmy w domu w pewnym momencie ponad 30 kartonów. Połowę z nich dostaliśmy za darmo lub za symboliczną złotówkę. Jest to jednak produkt dość trwały, więc może stać na półce. Jak to mówi moja mama: "jeść nie woła" ;)

Powyższa metoda wywraca do góry nogami tradycyjny sposób kupowania: tak naprawdę to nie my układamy swoją listę zakupów, lecz sklepy robią ją za nas. 

Oszczędzamy więc nie tylko pieniądze ale i swój czas. Nie marnujemy go na wymyślanie, co zjemy na obiad. W Biedronce pojawiła się przecena na sos pomidorowy? Dziś na obiad spaghetti. W Lidlu mają dobrą ofertę na jajka? Super, dziś na śniadanie jajecznica! Przykłady można by mnożyć prawie w nieskończoność.

W skrócie

Czym jest Optymalizacja Zakupowa:

  • Kupujemy te same produkty co zawsze, ale na promocjach.
  • Zamiast dokupować dany produkt co kilka dni, gdy znowu jest potrzebny, kupujemy go więcej, gdy jest tańszy.
  • Korzystamy zarówno z gazetek promocyjnych jak i aplikacji sklepów. Pozwala to zmaksymalizować oszczędności.
  • Pozwalamy sklepom zrobić za nas listę zakupów. Dzięki temu dodatkowo oszczędzamy czas na planowaniu posiłków.

Pytania i odpowiedzi

Czy zaoszczędzę w ten sposób na wszystkim? 
Niektóre produkty pojawiają się na promocjach częściej niż inne. Dość często przeceniane są dania gotowe, nabiał, mięsa i warzywa oraz środki chemii gospodarczej. Rzadziej: produkty "proste" typu ryż, kasze oraz niektóre konserwy. Po kilku przeglądach gazetek będziesz już wiedzieć, które z interesujących Cię rzeczy będzie łatwiej kupić w niższej cenie.

Ile pracy będzie mnie to kosztowało?
Nic. Zainstaluj sobie tylko w telefonie aplikację do przeglądania ofert (polecam Blix, który pozwala tworzyć listy zakupów na podstawie gazetek) oraz aplikacje sklepów. Samo przejrzenie gazetek zajmuje tylko chwilę. Można to zrobić np. podczas porannego pobytu w toalecie :)

Czy są wady takiego sposobu oszczędzania?
Jeśli ograniczasz się tylko do kilku wybranych produktów, Twój jadłospis może stać się monotonny. Warto co jakiś czas kupić dla urozmaicenia coś poza promocją.

Jak często muszę chodzić do sklepu?
Jeśli nie lubisz chodzić za często do marketu: 2 razy w tygodniu wystarczą. Jeśli chcesz maksymalnie wykorzystać promocje, przygotuj się na częstsze wizyty. Niektóre oferty są ważne tylko w określony dzień tygodnia.

Skąd mam wiedzieć, czy dana promocja jest opłacalna?
Jeśli będziesz regularnie przeglądać gazetki, z biegiem czasu zauważysz, które produkty opłaca się kupić. Przykład? Z doświadczenia wiem, że najniższa cena coli wynosi ok. 2,80 zł za litr w czteropaku. Nawet nie musiałem specjalnie zapamiętywać tej ceny, po prostu sklepy dość często mają oferty tego produktu i regularnie pojawia się on w gazetkach.

Obawiam się, że gdy kupię za dużo jedzenia, zepsuje się, i będę musiał je wyrzucić.
Jeśli kupujesz kilka produktów w promocji, przyjrzyj się ich datom przydatności. Umieść te produkty, które muszą być zjedzone najszybciej, na przedzie półki w lodówce. Jeśli mimo tego nie zdążysz ich zużyć, wrzuć je do zamrażarki. Wbrew pozorom, naprawdę wiele rzeczy nadaje się do zamrożenia (np. jajka!). Jeśli masz wątpliwości, sprawdź informację na temat danego produktu w internecie.

Co myślicie o takiej formie oszczędzania? A może macie swoje sposoby na oszczędzanie w sklepach? Dajcie znać w komentarzach!